Joanna Podsadecka: duch był jednak silniejszy

14344835_541414379399377_3553703081020143252_n

(fot. D. Kramski/D. Węgiel)

Współautorka książki “Dasz radę. Ostatnia rozmowa” opowiadała o jej powstawaniu w programie TVP Pytanie na Śniadanie. Zdradziła również, co dodawało ks. Janowi sił w ostatnich dwóch miesiącach życia.

Joanna Podsadecka współpracowała z ks. Janem już przy redakcji książki Grunt pod nogami. Na pracę nad kolejną publikacją umówili się, gdy ks. Jan czuł, że ma jeszcze dużo energii, którą chciał jak najlepiej wykorzystać.

– Ta książka [Dasz radę] powstawała przez dwa ostatnie miesiące życia Jana. Myśmy się na nią umówili dużo wcześniej, więc to jednak było zaskoczenie, że Jan z dnia na dzień traci siły – mówiła autorka.

W czasie ostatniego etapu choroby ks. Jan leżał w łóżku, w domu rodzinnym w Sopocie. Opiekowała się nim wspaniała rodzina. Ale pomimo tego, że był coraz słabszy, nadal pracował nad książką.

– Jan pod koniec życia dokładnie wiedział, co go czeka. On widział tysiące śmierci. Dla mnie to było tak przerażające, że on wie, jaki będzie każdy kolejny etap. Ale myślę, że praca nad tą książką, to, że mógł nadal coś z siebie dawać, było dla niego niesamowicie ważne – wspominała Joanna Podsadecka.

Na pytanie prowadzącego, czy praca nad książką była dla ks. Jana kolejnym wyrzeczeniem, czy też raczej pomocą, autorka odpowiedziała:

– Wydaje mi się, że to był jednak taki ważny punkt dnia. Jan też wzmacniał swoje poczucie własnej wartości tym, że może coś dać. Dlatego że on wciąż powtarzał, że godność osoby ludzkiej jest w dawaniu. I kiedy ciało przestawało go słuchać, duch był jednak silniejszy.

W książce Dasz radę zamieszczone są pytania internautów do ks. Jana, który wraz z Joanną Podsadecką ogłosił w internecie akcję “Wszystko, co chcielibyście wiedzieć od księdza, ale baliście się zapytać”.

– Janowi bardzo odpowiadało, że ta formuła koresponduje z tytułem filmu Woody’ego Allena “Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać”, bo to wyrażało bezgraniczną otwartość. A Jan taki był. To był sens jego pracy: bycie dla – podkreśliła Podsadecka

Na akcję odpowiedziało tysiące internautów, przesyłając swoje pytania. Autorka zdradziła, że ks. Jan ani razu nie odmówił odpowiedzi. Czasem nawet zapraszał do siebie osobę, która zadała pytanie.

– Piszę we wstępie do książki, że właśnie nie wiem, co zrobić teraz z tymi listami, na które on odpowiedział, że zaprasza do siebie – wyznała Joanna Podsadecka.

Oczywiście w programie wspomniano także dzieło życia ks. Jana – Puckie Hospicjum. Autorka zdradziła, że czasem pytała ks. Kaczkowskiego, czy nie myśli obsesyjnie o hospicjum, a on mówił:

– Wiesz co? Czasem, jak jestem poza Puckiem, to łapie mnie takie poczucie winy, że nie zdążę. A ja nie chcę, żeby moi pacjenci umierali beze mnie.




Dodaj komentarz



Komentarze

  1. To jest właśnie prawdziwa wiara, być tam gdzie niewiele poza tym byciem można zrobić, a przecież to jest najważniejsze : obecność. Ksiądz Jan był i myślę, że teraz też swoich podopiecznych przeprowadza na drugą stronę.