Ks. Jan twierdził, że „pewność siebie trzeba drugiemu pomóc zbudować, by dało się go wyciągnąć z rozpaczy”. Pomógł wielu ludziom. Zawsze był gotowy poświęcić swój czas. Nikogo nie odrzucał. Różnica poglądów nie była dla niego przeszkodą. Potrafił wzbudzać nadzieję i przywracać zdrowe widzenie, dodać sił. Nie cierpiał jednak pocieszactwa i pustych zapewnień. Nie ograniczał się do klepania po plecach. Gdy tylko mógł, przechodził do konkretów.

Przede wszystkim należy do nich Puckie Hospicjum – dzieło życia ks. Jana – ale także książki, które tworzył z myślą o swoich czytelnikach, wiele godzin pracy nad kolejnymi odcinkami vloga, osobiste spotkania i wiele, wiele innych rzeczy, wymagających od niego ogromnego wysiłku. Z biegiem czasu był przecież coraz słabszy.

Jeśli doświadczyłeś od ks. Jana czegoś dobrego – poprzez książki, internetowe wpisy, filmy, wywiady, rozmowy – nie zatrzymuj tego dla siebie. Opowiedz o tym. Niech dobro się mnoży! Zostaw swój wpis. Być może zajrzy tu ktoś, kto właśnie teraz go potrzebuje.




Podziel się



Wasze wspomnienia

  1. Moje wspomnienie o księdzu Janie… Najpiękniejszy moment jaki sobie przypominam, to było podczas rekolekcji adwentowych w grudniu 2015 roku w Łodzi. Ksiądz Jan odpowiadał na pytanie o największym swoim marzeniu i lęku. Pamiętam, kiedy opowiadał o lęku przed śmiercią zwrócił uwagę, że On też ma prawo dojrzewać i opisał ze specyficznym dla siebie humorem pewien proces, który się w nim odbył. Kiedy wcześniej myślał o śmierci chciał, aby to stało się szybko i sprawnie, bał się bezradności i bezwładności, która go czekała. Natomiast w pewnym momencie odczuł, że jeżeli tą swoją bezwładność będzie mógł komuś podarować w darze, w takim sensie, że ktoś otworzy się na transcendencję, właśnie widząc go bezradnym i bezbronnym, to będzie to największym darem jaki będzie mógł komukolwiek dać. Dodał jeszcze, że chętnie go da. Pamiętam, że kiedy powiedział te słowa, to bardzo mocno mnie to poruszyło wewnętrznie. Nic nigdy w życiu tak bardzo mnie nie poruszyło. I pamiętam, że wtedy pomyślałam sobie: „Człowieku, jaką Ty masz piękną duszę.” I miałam wrażenie, że odczuwam niesamowity zachwyt nad pięknem Jego duszy. Paradoksalnie widziałam coraz bardziej słabnącego człowieka, trzymającego mikrofon ręką, w której też gasły już siły i nagle ten człowiek wydał mi się zachwycającym pięknem. Ten zachwyt zapisał się na trwałe w mojej pamięci i w moim sercu i każdego dnia go odczuwam. Moje spotkanie z Janem nigdy się nie skończyło i trwa … Ten zachwyt jest dotknięciem Pana Boga i jest bardzo inspirujący. Odczuwam wielką wdzięczność za Jana. I może Was zdziwię, ale kiedy w Wielki Poniedziałek dowiedziałam się o śmierci Jana, nie potrafiłam być smutna. Miałam w sobie głębokie przekonanie, że ta „piękna dusza” jest bardzo szczęśliwa.

    A teraz link do wypowiedzi, którą wspominałam.
    https://www.youtube.com/watch?v=SMWA5Jm3ruY

  2. katarzyna

    Bardzo żałuję, że nie mogłam Go spotkać i nauczyć się tak żyć jak On. Księże Janie daj nam siłę z Nieba, żeby umieć przyjmować cierpienie i trwać z tymi, którzy cierpią, nie gardzić słabszymi i gorszymi i aby mieć odwagę każdego potrzymać za dłoń przy końcu życia. Pomachaj do nas z Nieba i zabierz żal, że nie umieliśmy kochać…

  3. Jednym słowem wyjatkowy,piękny w swej duszy ,stał sie dla mnie autorytetem.Wiele się od niego nauczyłam.Niezwykły ksiądz.Tu na ziemi dokonał wielkich rzeczy dla ludzi nie tylko czynem ale i slowami.
    DZIĘKUJEMY
    światłość wiekuista niech mu swieci niech spoczywa w pokoju.

  4. Nie znałam osobiście chociaż wiem że był podczas ostatnich dni życia mojego dziadka 9 lat temu. Dopiero gdy przeczytałam książkę pt. ” życie na pełnej petardzie” , którą babcia przekazała mi w prezencie wraz z błogosławieństwem od ksiedza Jana zaczęłam bardzo interesować się jego osobą . Chciałam osobiście go poznać lecz zabrakło czasu by odwiedzić rodzinny Puck 🙁 teraz żałuję gdyż miałam kilka pytań. Jego podejście do życia śmierci i własnej choroby jest zadziwiające i piękne. Wszystkie książki przeczytane dzięki niemu spojrzałam w inny sposób na człowieka chorego, innego . Każdy z nas ma swoją godność której nikt nie może nam odebrać. W te wakacje odwiedziłam grób i zapaliam znicza. Świec Panie nad Jego duszą (*)

  5. Trzy tygodnie temu pojechałam do Sopotu na grób Ks.Jana.Kilkaset kilometrów,marna pogoda,marna droga…Na grób Ks.Jana,padało słońce,jakkolwiek bym nie stanęła-pełno słońca,które tak mnie ogrzewało,że nie chciało się stamtąd odchodzić…Jak jest mi trudno,nadchodzi zwątpienie i beznadzieja,to przypominam sobie te niewiarygodne promienie i ciepło słońca,po prostu wtedy,nad tym grobem,wśród niepokojów mojego życia, bólu i niewyobrażalnego smutku,słońce mnie objęło i przytuliło.Po prostu.

  6. Dla Marka: O sumieniu,

    Ze św. Bonawentury: „Sumienie jest jakby Bożym zwiastunem i posłańcem, tak że nie głosi nakazów własnych, ale nakazy pochodzące od Boga, na sposób herolda, który ogłasza królewskie rozporządzenia. Dlatego właśnie sumienie ma moc wiążącą”

  7. Przeczytalem wywiad z ks. Kaczkowskim i wiele stwierdzen kiedza jest zgodna z nauka Kosciola Katolickiego i KKK. Wierze, ze wyznawcy innych religii jezeli praktykuja w zgodzie z sumieniem i nauka swojej religii i nie znaja Jezusa beda zbawieni. Jednak to zostawiam Bogu gdyz On wie lepiej co w takim przpadku zrobic. Ale mam problem ze stwierdzeniem ks. Kaczkowskiego jakoby istnialo zbawienie na poziomie sumienia. Nigdy o takiej formie zbawienia nie slyszalem ani w Rzymsko-Katolickim kosciele, ktorego jestem czlonkiem ani w kosciolach zreformowanych. Niepokojace jest to w wypowiedzi ks. Kaczkowskiego , ze ludzie , ktorzy nie zgadzaja sie z niektorymi naukami Kosciola Katolickiego i wierza w sumieniu w slusznosc swojej niezgodnej interpretacji zamiast grzechu maja prawo oczekiwac na zbawienie na poziomie sumienia. Jestem ciekaw jaka jest definicja zbawienia na poziomie sumienia zdaniem ksiedza gdyz mnie nic nie przychodzi do glowy. Nigdzie w Pismie Swietym ani w dzielach napisanych przez swietych KK takiej formy zbawienia nie spotkalem. Jezus nasz Pan powiedzial jednoznacznie, ze kto nie weznie swojego krzeza i nie pojdzie za mna gdyz Ja jestem prawda, droga i zyciem nie bedzie zbawiony. Jak rowniez, kto we mnie wierzy chocby umarl zyc bedzie. Z Panem Bogiem

  8. Wieczne odpoczywanie racz Mu dać Panie…….Czemu odszedłeś?Przeczytałam pierwsza książkę Życie na pełnej petardzie i zaczęło się……Boże daj Nam takich kapłanów jak był Jan.Nie znałam Go,ale czytam już trzecią książkę i za każdym razem zdaje mi się że jest przymnie i miękkim głosem mówi do mnie o zaufaniu do Boga i bożej miłości,o strachu,poniżaniu i o dojściu do prawdziwej WOLNOŚĆ człowieka.Wszystkie Jego książki pomalutku będę kupować,bo warto do nich wracać.To są książki ponadczasowe.Tyle rzeczy tłumaczy,daje nadzieję.Jego rady są dla młodych i starszych.Czemu odszedłeś-bo Bóg pragną Ciebie w niebie,a to co zostawiłeś na ziemi to będzie owocować.Pozdrawiam
    Ps.macie problemy czytajcie Jego książki

  9. Dziękuję…

  10. Doświadczyłam tego dobra właśnie z wywiadów, filmików na you tube… to było cudowneeeeee tak miło się słuchało księdza Janka słów, konwersacji …. jest w nim jakiś haryzmat magia…. cudem się okaże !!!

  11. Ks. Jan pomógł mi dwa razy. Pierwszy gdy umierał mój ojciec. Pojechałem do Pucka zapytać co robić. Była to rozmowa bardzo uczciwa, jak coś wiedział to dzielił się wiedzą, jak nie wiedział to mówił, że nie wie, nie zna się. Drugi raz pojechałem już po śmierci ojca z mamą, której relacje z Panem Bogiem w ostatnich latach życia taty nie były wzorcowe. Porozmawiał z nią i na koniec zapytał czy może tą rozmowę potraktować jak spowiedź, mama się zgodziła…

  12. Drugi raz piszę. Od kilku tygodni pochłaniam. Karmię się, czuję ukojenie w środku, jak czytam. I łapię na tym, że …nie mogę uwierzyć,że odszedł,taki jest obecny. Tylko płakać mi się chce, że nie przeczyta maila z podziękowaniem, że już nie usłyszę tego głosu odpowiadającego na kolejne pytanie z delikatnością, szacunkiem, prawdziwą pokorą. Słów mi brakuje.

  13. Ks Jan przysnil mi sie w dzien Jego smierci.

  14. Tak Księże Janie 🙂 Dzięki tobie zmieniłam użalanie na podnoszenie się z kolan 🙁
    Pierwszy raz zobaczyłam Cię w programie Tomasza Lisa …ha ha ….i ciekawa byłam jak sobie poradzisz ??? Zrobiłeś to fantastycznie …Twój spokój, opanowanie ,szczerość 🙂
    Przeczytałam prawie wszystkie Twoje książki …oglądałam rekolekcje itp…i chociaż czasami nie zgadzałam się z Tobą …wiem jedno CHCĘ ŻYĆ NA PEŁNEJ PETARDZIE ….DAM RADĘ …później chcę GODNIE UMRZEĆ 🙂
    Oręduj za mną i moją rodziną w niebie i mam nadzieję że kiedyś w końcu poznam Cie osobiście 🙂

  15. Bernarda

    Kiedy myślę o ks. Janie, budzi się we mnie niepokój. Ale wcale nie zły. Wręcz przeciwnie. Niepokoję się o to, by nie zmarnować żadnej minuty, sekundy. Ks. Jan tak bardzo konkretnie i dobitnie pokazał, że można żyć w pełni w każdej sytuacji i w każdych warunkach. Nie odpuszczał sobie. Ja też nie chcę. Przypomniał mi, że trzeba wykorzystać życie na maksa, bo po to je mamy. Z każdego życia można zrobić coś pięknego. I nigdy nie jest za późno. Bardzo mu dziękuję, że o tym przypominał.

  16. W Wielki Piątek pezed odejściem Ks. Jana wysłuchałam audycji o Nim. Tak naprawdę wówczas zrozumiałam, jakim Darem jest dla nas. Słuchałam, czytałam Jego słowa i odnalazłam w nich wiele dobra, pozwolił zrozumieć mi człowieka i przybliżył Boga.

  17. Ks. Jan był znany mi z mediów ale zainteresowałam się jego działalnością po jego śmierci. Gdy tylko zaczęłam słuchać Jego kazań, oglądać Vlog i filmiki w internecie wydawało mi się, że świat się zmienił. Zaczęłam inaczej patrzeć na ludzi , byłam bliżej Boga. Teraz modlę się za ks. Jana, za chorych i cierpiących. Od kwietnia 2016 roku podjęłam decyzję o wolontariacie w hospicjum i jestem tam nadal. Cenię wszystkie wskazówki jakie zostawił ks. Jan. Nie boję się już rozmowy z chorymi i umierającymi. Moim marzeniem było pojechać kiedyś do Pucka i obejrzeć hospicjum – dzieło ks. Jana . Właśnie dowiedziałam się , że jako wolontariusz zostałam skierowana na szkolenie, które odbędzie się w hospicjum ks. Jana – jestem szczęśliwa, że będę mogła poczuć Jego obecność i zobaczyć dzieło, które z miłością budował aby służyło bliźnim. Dziękuję Bogu za ks. Jana i za słowa jakie nam zostawił. Był cudownym kapłanem – żył pięknie. Ks. Janie – Dziękuję

  18. Sebastian

    Nie zdążyłem poznać księdza Jana osobiście ale przeczytałem wszystkie książki, obejrzałem vlogi i materiały w internecie. Poczułem nieopisaną więź z Janem.
    Ten człowiek trafił do mnie od samego początku swoją szczerością, dobrocią. nie owijał w bawełnę, nie udawał, żył pięknie i tym pięknem swojej duszy wzbudził moją miłość. Zmieniłem podejście do siebie, życia i ludzi. Jan… dziękuje.
    Zawsze będziesz w moim sercu….a któregoś dnia gdy mam nadzieję się spotkamy…fajnie będzie się pośmiać.

  19. Sama już nie pamiętam, jak poznałam ks. Jana… Chyba „Szału nie ma – jest rak” podrzuciła mi moja najlepsza przyjaciółka. Ale pamiętam, że dwa lata temu, podczas wrześniowej sesji poprawkowej, gdy dowiedziałam się, że Jan zawita w moim mieście na niedzielnej Mszy u Dominikanów – wiedziałam, że muszę tam być:) Już z własnym egzemplarzem „Szału nie ma…” i z różnymi wątpliwościami w głowie – przede mną był trzeci termin egzaminu z anatomii na kierunku lekarskim… – poszłam na Mszę. Gdy prosiłam ks. Kaczkowskiego o podpis w mojej książce, powiedziałam mu, że długo wahałam się, czy nie zmienić kierunku studiów na lekarsko-dentystyczny, ale dzięki jego książce utwierdziłam się w przekonaniu, że lekarski to jest to! Pochwalił moją decyzję, a mi dodało to skrzydeł! Za dwa tygodnie będę na czwartym roku, a anatomia i wątpliwości odeszły do przeszłości. Od początku studiów miałam świadomość, że temat godnego umierania, opieki paliatywnej jest w toku nauczania bagatelizowany. Dlatego ksiądz Kaczkowski to było niesamowite odkrycie, jego podejście do chorych, umierających ludzi… A potem były marzenia o wzięciu udziału w Areopagu Etycznym – jeszcze się nie udało, ale kto wie, może w następne wakacje? W 2015 roku, jesienią, dane mi było wziąć udział w rekolekcjach o sumieniu prowadzonych przez ks. Jana. Oprócz dających do myślenia, mocnych kazań w głowie zapadło mi przede wszystkim – jego umiłowanie do Eucharystii. To, z jaką nabożnością sprawował Najświętszą Ofiarę mimo znacznego osłabienia. Gdy szedł do ołtarza drżałam, czy się nie potknie. Gdy robił krótkie przerwy na odpoczynek, martwiłam się, czy da radę doprowadzić Liturgię do końca. Dał radę. Nie bez bólu, nie bez cierpienia. Jeśli miałabym komuś wytłumaczyć, jak wygląda świętość kapłaństwa – to właśnie tak, właśnie na Jego przykładzie najlepiej to wytłumaczyć. Księże Janie – DZIĘKUJĘ.

  20. Ks. Jana poznałam, niestety, dopiero po śmierci – poprzez jego książki, kanał na YouTube i inne filmiki np. z kazaniami. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Był taki autentyczny, pełen wiary, nadziei i miłości do Boga, a przede wszystkim do innych ludzi. Jego historia dała mi siłę, gdy byłam w trakcie szukania przyczyny kiepskich wyników krwii i przed oczami miałam wizję nowotworu. Dzięki niemu nie rozkleiłam się i w miarę spokojnie dotrwałam do wizyty u hematologa, który stwierdził, że wymagam jedynie obserwacji – póki co nic bardzo poważnego. Ks. Jan na zawsze pozostanie moim autorytetem, zmienił moje podejście i wyobrażenie o śmierci, o ludziach przebywających w hospicjach. Jestem mu wdzięczna.

  21. Niezwykły człowiek i wierzący ksiądz. Dowód na to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Ze słabego i schorowanego człowieka uczynił giganta wiary, człowieka który pomógł wielu innym, w wielu wymiarach. Ksiądz, który jest przykładem jak żyć, jak umierać, jak pomagać. To niesamowite. Jak nie kochać Boga, który daje nam takich ludzi?

  22. ks. Jana, kiedy poznałem przez film, książkę jeszcze bardziej umacniało się we mnie powołanie a idąc dalej kroczenie do tego co po ludzku nie można przejść, jak ja to nazywam Boża upartość. Przypatrywałem się, w Osobie i świadectwie życia ks. Jana, Bożych paradoksów w których i co do których Bóg ma upodobanie /dużo przykładów w Biblii np. zdradził a Pan Go powołał, grzeszył a nawrócił się/ a ks. Jan mimo choroby działał i budował był KAPŁANEM, bo nie sztuka wybudować nowy dom, ale żeby on miał życie.

  23. Ksiądz Jan zaimponował mi przede wszystkim umiejętnością mówienia o problemach Kościoła z taką pokorą, że żadne Jego wypowiedzi nie mogły stać się argumentem do zarzucenia nieposłuszeństwa Kościołowi. Niezwykły wzór życia na pełnej petardzie! 🙂

  24. Andrzej Kaczkowski

    Byłem na mszy a potem na spotkaniu po mszy z KS. KaczkowskiM okazało się że jestem Jego wiekiem a Jego tato pochodzi z tej samej wsi na Kresach co mój,mamy tę same korzenie jesteśmy Rodzina to było w Legnicy gdzie mieszkam.Mam teraz księdza w Rodzinie i to w Niebie.Mieliśmy się spotkać u Niego ale nie zdążyłem,teraz odwiedzę Jego Tatę aby powspominać Kresy i rysuje dla mojej rodziny drzewo geonalogiczne tam będzie też ks.Jan.Cieszę się że się że się poznaliśmy i odnalazłem moją rodzinę Z Kresów. Może tą drogą odezwie się tato ks.Jana.Ja nazywam się Andrzej Kaczkowski i mieszkam w Legnicy.Modlę się codziennie za ks.Jana którego jestem wujkiem.Szczęść Boże

  25. Agnieszka

    Od kilku lat choruję na raka, spotkałam kiedyś przypadkowo Księdza Jana na konferencji psychoonkologicznej, w której brałam udział jako pacjentka a nie psycholożce. A było to tak:

    Mowa do Marty
    Wszedł do sali. Czuję zaskoczenie i zachwyt i nagłe wzruszenie, o którym zawiadamiają mnie łzy napierające do oczu. Mój idol, mój ukochany bohater, w którego jestem zapatrzona jak w obrazek. Co za dar od losu ujrzeć tego Człowieka na żywo (żywego, za życia, póki żyje, póki żyję… ) Sunie niezłomny lekko powłócząc lewą nogą, z jednej strony opiera się na lasce, z drugiej na swym „asystencie”. Jest kwintesencją godności ludzkiej, o której tyle mówi. Wyższy niż sądziłam i pięknie młody na twarzy. Choć pewnie by się za to obruszył, tak bardzo mi przypomina Chrystusa – Boga i Człowieka w jednym. Jakże trudno mu pomieścić swoją wyjątkową osobę w tym zawodnym ludzkim ciele. Obserwuję go z pierwszego rzędu kątem oka. Przedstawiony przez profesorkę otwierającą konferencję psychoonkologiczną, odruchowo wychyla się z siedzenia, ale rezygnuje ze wstania i pozdrawia zgraję psychologów salutując sprawną ręką w odpowiedzi na oklaski.
    Przemawia przyjemnym dla ucha głosem i tonem. Słucha się go lekko, choć mówi o najcięższych rzeczach. Przypomina o pryncypiach, godności i autonomii każdego człowieka do ostatniej chwili życia.
    Kiedy kończy mówić obstępuje go tłum i znów nieodparcie nasuwa mi się porównanie do Chrystusa. Ja w tej scenie jestem kobietą, która pragnie dotknąć choć skrawka jego marynarki. Ksiądz Jan wcale się nie niecierpliwi, każdemu poświęca chwilę. Daje się obfotografowywać, podpisuje książki (że też nie wzięłam swojej), tłumaczy się komuś, kto chce do niego wysłać maila, że jego skrzynka mailowa jest „nie do odkopania”. Na prośbę jakiejś kobiety nagrywa krótką mowę do chorej Marty, najpierw wita ją ciepło, a potem zwraca się do niej słowami: „Marto, jak widzisz żyję w pędzie, ty pewnie żyjesz w swoim, innym. Ale chcę ci powiedzieć jedno: chodzi o to, żeby NIGDY nie odpuszczać. Nawet kiedy będziesz mogła już tylko mrugać jednym okiem, to mrugając nim pisz wiersze. Ja mam kalendarz wypełniony na pół roku do przodu – tu macha do kamery kartką z gęsto wypełnioną tabelką – i to mnie trzyma przy życiu.”
    – To może być ostatnie zdjęcie z Księdzem – wyrokuje bezczelnie czarnula z iPadem zaraz po przechwałkach, że robi „zdjęcia artystyczne” – widać już takie zmiany neurologiczne… – mądrzy się, a ja mam ochotę rozkwasić jej tę nie wiadomo z czego zadowoloną buźkę. Na miłość boską jakim prawem chrzani co on ma a czego nie ma w móżdżku? Jakim prawem chrzani ile jeszcze będzie żył?
    – Nie wiadomo – sprzeciwiam się i chyba mam wypisane na twarzy, co mam ochotę jej zrobić, bo zaraz się reflektuje i znienacka przeskakuje na przeciwny biegun.
    – No może jeszcze Ksiądz całkiem wyzdrowieje…
    – Wszystko jest możliwe – potwierdzam z naciskiem i wpatruję się w nią przeciągle jakbym chciała ją zakląć w kamień, żeby już nigdy więcej się nie odezwała.
    Jeszcze w hallu obstępują go harpie ze smartfonami. Pewnie już przywykł do tej roli małpy w klatce, znosi ją potulnie. Choć żywię niechęć do namolnego tłumu, sama także marzę o selfie z moim bohaterem i ze wstydem dokładam swoją cegiełkę do tej wieży próżności.
    Najbardziej jednak pragnę mu powiedzieć jak wiele dla mnie znaczy, umocnić jego pewność, że to co robi ma nieocenioną wartość mierzoną w jednostkach nadziei, którą daje pojedynczym ludziom takim jak ja. Gdy nadchodzi moja kolej wypowiadam swoją prawdę płynącą z głębi mojego wdzięcznego, oddanego mu serca.
    – Proszę Księdza, Ksiądz jest moją GWIAZDĄ PRZEWODNIĄ – mówię i aż kulę się w sobie słysząc jak banalnie i lizusowsko brzmię. Boże, co za banał z serii „Ksiądz jest atrakcją Pomorza” jak idiotycznie palnęła dziś Pani Marszałek. Trudno. To jednak nadal moja prawda.
    – Oj gwiazdą, gwiazdą. Gwiazdą to może być Pan Jezus a nie ja. – gasi mnie skromnie Ksiądz Jan. „Głupia baba” myśli pewnie i zaraz sam przywołuje siebie do porządku: „Janie, w tej przygłupiej, łaszącej się do ciebie psycholożce też musisz dostrzec CZŁOWIEKA”
    – To może jest ksiądz takim transmiterem między człowiekiem a Bogiem– odpowiadam przytomnie i znajduję okruch aprobaty.
    Skoro już zaszłam tak daleko, brnę do końca:
    – Mogę jeszcze prosić o zdjęcie? – skamlę.
    – Niech będzie selfiaczek – zgadza się Ksiądz łagodnie.
    Dziękuję i odchodzę. Spełniło się. Mam zdjęcie z moim bohaterem. Oprawię je w ramkę.
    Nie zdążyłam (łamane przez nie potrafiłam) mu powiedzieć, że mowa do Marty była mową do mnie.
    Agnieszka

  26. Angelika

    Całkiem przypadkowo przeczytałam „Ks. Kaczkowski o związku przed ślubem” na stronie deon.pl na którą niedawno natrafiłam. Myślę, że jednak nie do końca był to przypadek. Wiele artykułów dosłownie chwytało mnie za serce, a wtedy myślałam, że przecież miałam podobne przeżycia. Inni ludzie dają sobie radę, podnoszą się.. A ja co? Podnoszę się na chwilę, a potem płaczę po kontach, bo jednak gdzieś podwija mi się noga. Postanowiłam podzielić się swoimi przemyśleniami, bo kilka zdań zdecydowanie do mnie przemówiło. Zbłądziłam w życiu nie raz, wciąż błądzę choć bliżej ścieżki, którą jest Jezus. Byłam tak zakochana w pewnym chłopaku, że celowo zapominałam o Bogu żyjąc w nieczystości, żeby zagłuszyć poczucie winy. Zaczęło się psuć, chciałam z nim zerwać wielokrotnie, sytuacja była napięta i w końcu tak się stało. Ja poczułam się lepiej, ale on znalazł szybko pocieszenie. Zabolało mnie to, poczułam się jak zabawka, więc zrobiłam to samo. Chciałam całą złość i ból, i niepowodzenia wyrzucić z siebie poprzez seks bez zobowiązań z najbardziej rozwiązłym chłopakiem jakiego znałam (miałam pewność, że nie zakocha się we mnie i że nie skrzywdzę go seksem), choć teraz kiedy o tym myślę to nigdy tak do końca nie działa, bo owy chłopak mimo wszystko zastanawiał się nad poważniejszym związkiem ze mną… Później dowiedziałam się, że mogę być zarażona opryszczką płciową. Załamałam się. Ale to chyba normalne kiedy człowiekowi nagle odbija i niemal naocznie widzi tego konsekwencję. Poznałam kolejnego chłopaka. Zaczęliśmy od złej strony, ale utworzyliśmy coś trwałego. Jesteśmy razem ponad rok, żyliśmy w grzechu, po części nadal tak jest. Jakiś czas temu braliśmy udział w pewnych rekolekcjach z o. Antonello i o. Enrique, był to dla mnie złoty czas bo od tamtego momentu coś zaczęło się ze mną dziać. Zapragnęłam wrócić na łono kościoła, odnowić czystość. Oboje się staramy, ale jest trudno.. Zawsze łatwiej jest odnowić coś na nowych fundamentach, ustalić jasno reguły z nowym chłopakiem, nie przekraczać pewnych granic i wtedy łatwiej jest czystość utrzymać. W naszym przypadku kiedy już wszystkie karty zostały raz odsłonięte nie trzeba wiele, żeby znowu zostały odsłonięte.
    NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO. – dziewczyno/chłopaku jeśli myślisz, że nie można zacząć od nowa z tą samą osobą, skoro już się to zrobiło to jesteś w błędzie takim jakim ja byłam przez długi czas. Ludzie mogą się śmiać, ale najważniejsze jest wasze sumienie i chęci. Nawet jeśli noga się podwinie, to Jezus wam pomoże tylko poproście Go o to. Wołajcie pomocy, oczekujcie jej. Zawsze lepiej zawalczyć o coś ważnego niż wyłączać sumienie by o czymś ważnym nie myśleć.
    Nadzieję mogą wam dać konferencje na youtube, rekolekcje na żywo, książki, świadectwa innych.
    Tak jak wam jest ona potrzebna tak i mi, bo nadal walczę. Więc jedziemy na jednym wózku. 😉

  27. Ksiądz Jan był kilka lat temu na rekolekcjach wielkanocnych w kościele w moim mieście. Poszłam tam z zamiarem wyspowiadania się, a trafiłam na ostatni dzień rekolekcji. Udało się tak, że mogłam wyspowiadać się u niego. Nie obyło się bez łez i mocnych słów, spowiedź ta była pierwszą prawdziwą w moim życiu. Pamiętam, że pozwolił mi się przytulić po spowiedzi, otworzył konfesjonał ku zdziwieniu innych czekających na spowiedź u niego. Pamiętam, że powiedziałam mu wtedy :,,Do zobaczenia po tamtej stronie”, a ksiądz Jan rezolutnie dodał :,,Mam nadzieje, ze po tej samej”.

  28. Dzięki Ks. Janowi nabrałam dystansu do życia. Po przeczytaniu książek Ks. Jana liczą się dla mnie rzeczy najważniejsze, czyli rodzina. Dla rodziny gotowa byłam zrezygnować z pracy zawodowej na jakiś czas. Cenię sobie codzienne życie rodzinne z wszystkimi troskami i radościami. Jestem szczęśliwa, cieszę się z każdego dnia. Szkoda, że nie mam już możliwości skorzystać z sakramentu spowiedzi u Ks. Jana.

  29. Agnieszka

    Agnieszka
    O tym wspanialym, wielkim czlowieku mozna napisac wiele słów, ale najwazniejsze jest dla mnie to źe”zaraził mnie Bogiem”.Kaźdego dnia dziekuję źe mog
    lam w pore gdzies o nim usłyszec na spotkanie zabrakło czasu…..Dzisiaj mam trudny czas , staram sie podniesc po cieźkiej poraźce i co widzę?Dasz radę!!!! Czy moźna lepiej zacząc dzień? Wiem ze On jest , źe kroczy za mną, źe wszystko dzieje sie po coś…..Wielki, mały człowiek ot tyle.

  30. Niezapominajka

    O tym, jak wielkim darem był ks. Kaczkowski dla nas, przekonałam się dopiero, gdy sama zachorowałam na raka. Nie da się przecenić tego, co ks. Jan zrobił dla ludzi chorych. W przystępny sposób opowiedział nam o kwestiach medycznych, i nie dziwię się, że uczył tego lekarzy, a jednocześnie duchowych związanych z ekstremalną sytuacją ciężkiej choroby. Redukował lęk i dawał mądrą nadzieję. Przywracał godność człowiekowi na progu śmierci i pokazał, że nawet w tak krańcowym położeniu życie ma sens. I było to do bólu autentyczne, potwierdzone jego własnym świadectwem. W dniu jego śmierci po raz pierwszy poczułam, że to nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych. Jak dobrze, że zostały filmy i książki i świętych obcowanie.

  31. Dziękuję
    Chciałbym podziękować moje sumienie ruszyło dla mnie to Łaska od Boga po przeczytaniu książki ks.Jana” Grunt pod nogami”….zastanawiałam się jak ja widzę małe sprawy małe słabości grzechy. Ksiądz Jan omawiał te zagadnienia w swojej książce aby w małych sprawach żyć w zgodzie z własnym sumieniem… Moje sumienie poruszyła ta uwaga i zaczęłam zastanawiać się, co kryje moje sumienie….. Odkryłam grzech który nosiłam przez dwa lata .

  32. Edyta Zawadzka

    Ksiądz Jan we wszystkich swoich wypowiedziach zarówno książkowych jak i filmowych zawsze utwierdzal mnie w przekonaniu że w życiu jednak warto być przyzwoitym, że zawsze warto zawalczyć o uśmiech innych ludzi, że nie należy być byle jakim. Za to go bardzo szanuję. Często wracam do Jego słów, by lepiej je zapamiętać bo warto

  33. Ksiądz Jan to dla mnie prorockie przedłużenie księdza Tischnera.

  34. Dziękuję Kaczce, że był antyklerykalny, ludzki, nie okładał krzyżem po głowie. Żałuję, że nie miałem okazji porozmawiać z nim, byłby przy mnie, nie osądzał. Doradził. Najgorsze jest to, że staje się produktem popkultury, który przemija (mówię o Jego przesłaniu) i po Jego śmierci zrobiła się cisza, nikt nie rozkłada Jego wypowiedzi na mniejsze części. Szkoda. Pozdrawiam wszystkich szczególnie ludzi na zakręcie, Kaczka jest z nami.

  35. Przyznam szczerze, że na początku, gdy usłyszałam o księdzu Janie, miałam w stosunku do niego mieszane uczucia. Zastanawiałam się, czy to aby nie jest ktoś, kto lubi być w centrum uwagi, chce być postrzegany jako ,,fajny” i bardziej zwraca uwagę na siebie niż Pana Boga. Po pierwszym przeczytaniu książki ,,Życie na pełnej petardzie”, zaczęłam jednak zmieniać zdanie, choć czytając niektóre fragmenty, myślałam sobie: ,,ale się popisuje!”. Potem obejrzałam kilka filmików z jego udziałem, przeczytałam ,,Życie…” jeszcze raz i zmieniłam zdanie zupełnie. Bardzo go doceniłam i polubiłam. Nie uważam, że był ideałem. Myślę jednak, że był sobą. Nie udawał jakiegoś świętoszka, miał charakter. Dzięki niemu zrozumiałam wiele rzeczy i na wiele wyrobiłam sobie zdanie. Stał się dla mnie autorytetem i dziś, gdy mam gorsze dni, i gdy nie wiem, co robić, często wspominam jego słowa. To dodaje mi otuchy. Ostatnio złapałam się nawet na myśli, że fajnie by było usiąść z nim przy kawie (lub piwku) i porozmawiać 🙂

  36. Ks.Jan zwykły ksiądz a jednak niezwykły od kiedy został wikariuszem w Puckiej parafii to zaczęłam słuchać kazań. Naprawdę podczas jego kazań w ogóle nie chciało mi się spać ponieważ mówił o takich mądrych trudnych sprawach niesamowicie prostym, zrozumiałym językiem. To tyle na temat kazań, jest jeszcze jedna rzecz o której nie zapomnę do końca życia, mianowicie moja spowiedź przedślubna. Na samym początku może lekkie zdenerwowanie, w dalszej części spokojna rozmowa bez skrępowania, poczucie zrozumienia a nie przesłuchania na koniec duchowe wsparcie i błogosławieństwo. Księże Janie bardzo mi ciebie brakuje ale do zobaczenia po drugiej stronie…

  37. Za odwagę. Za szczerość. Za nieoszczędzanie swojego czasu ani siebie. Za brak hipokryzji. Za autentyczność. Za uwrażliwianie na głos sumienia. Dzięki!

  38. Jestem rocznik 77, chodziłam do „czerwonej podstawówki”, religię miałam z katechetką, która tak opowiadała o piekle jak by się tam urodziła, a szalone lata 90-te w „Jamajce Północy” również były moim udziałem (może się nawet wtedy spotkaliśmy, a o tym nie wiem 😉 Wiem za to, że spotkaliśmy się w grudniu 2015 niedługo po tym jak przypadkiem dowiedziałam się o TAKIM KSIĘDZU, i zaraz po tym jak przeczytałam wszystko co było w internecie, na półce w księgarni o TYM KSIĘDZU! Nigdy, nikt, nie zaciekawił mnie tak bardzo, nigdy, z nikim tak się nie utożsamiałam, nigdy, nikt tak nie wywrócił mojego światopoglądu do góry nogami, nigdy, przez nikogo nie zostałam zainspirowana to prawdziwie pięknego życia, nikt, nigdy nie był mi tak bliski, będąc obcym człowiekiem.
    Przepłakane poniedziałkowe popołudnie 28.03. nie pozostawiało złudzeń – bardzo GO pokochałam. 01.04 siedzę w samochodzie przed szpitalem za 15 min. mam biopsję, mówię do Jana: Tylko Tobie Bóg mógł zgotować taki Prima Aprilis, za te żarty z wyciągnięciem kopyt, odłożeniem łyżki i przekręceniem się hehe Ty już imprezujesz ze św.Piotrem, a ja cała w nerwach – załatw jakiś bilet ulgowy dla mnie. I załatwił! Zawsze będę o NIM pamiętać w modlitwie.

  39. Słowa dotrzymał.
    13. VI. 2016 roku miałam zabieg korekcji zeza. Była to już moja trzecia taka operacja w życiu, jako, że oko jest niewidzące, bez szans na zmianę tego stanu, bardziej kosmetyczna niż lecznicza.
    Gdy tylko wywieziono mnie z sali pooperacyjnej lekarka, która wykonywała zabieg poinformowała mnie, że wraz z drugą lekarką zaniepokoiły się zmianą, którą mam w tym oku. Nazwała to wypukłym, zaczernionym guzem. Poleciła szybką diagnostykę.
    Podczas wizyty kontrolnej pooperacyjnej otrzymałam od tejże lekarki skierowanie do kolejnego szpitala celem diagnostyki tej zmiany, z opisem – guz, nowotwory. Tu już byłam przerażona. Tym bardziej, że lekarka zasugerowała aby nie czekać nawet na wygojenie oka tylko niezwłocznie diagnozować, bo „nie widomo co to jest”.
    Niestety w kolejnym szpitalu okazało się, że na badania diagnostyczne można dostać się tylko przez poradnię przyszpitalną, a tam terminy …na rok 2018.
    Udaję się więc na wizytę prywatną, do okulistki, która ma być w posiadaniu urządzenia, które wykonuje USG oka. Na miejscu okazuje się, że rejestratorka się pomyliła i takowego badania nie wykonują. Korzystam więc z tego, że mam umówioną wizytę. Lekarka wygląda na mocno wystraszoną tym co widzi w moim oku, powtarza obawy poprzedniczki, kieruje do znajomego lekarza, który pracuje w klinice okulistycznej na oddziale nowotworów. Pada słowo – podejrzenie czerniaka oka. Nie myślę już logicznie, nerwy i stres robią swoje. Myślę o moich dzieciach: 3 i 11 lat i czuję jak ogarnia mnie rozpacz.
    Umawiam się z poleconym lekarzem za 5 dni. Koszmarnych pięć dni, które ukazują mi całą moją marność i słabość. Widzę aż za bardzo jak małej wiary człowiekiem jestem i jak niewiele z tego w co wierzę potrafię przełożyć na rzeczywistość w chwili trudnej i niepewnej.
    Modlę się cały czas, modlą się rodzina i znajomi. Wołam do wszystkich moich „sprawdzonych” świętych o wstawiennictwo, do Boga o nadzieję… W noc przed wizytą nie śpię, różaniec, koronka do Bożego Miłosierdzia. Nagle doznaję jakby olśnienia – ks. Jan Kaczkowski, przecież obiecał, że na tyle ile będzie to możliwe… będzie się za nami wstawiał u Ojca. Wiem, jeszcze nie święty, ale dla mnie święty już za życia. Cudowny święty czasów moich, wierzę głęboko, że to tylko kwestia czasu, gdy zostanie wyniesiony na Ołtarze. Przeczytałam wszystkie książki ks Jana i o Nim, słuchałam kazań, rekolekcji, czerpałam z tego co mówił i robił siły do zmagań z codziennością, siły do nieustawania w poszukiwaniu Boga w naszej rzeczywistości, wzór do naśladowania, do fascynacji Eucharystią, Sakramentem Pokuty…. Pomyślałam z czułością – Janie, obiecałeś, księże Janie, także miałeś kłopoty ze wzrokiem, Janie uproś Dobrego Boga aby to nie był czerniak! Widziałeś umierające matki, widziałeś cierpienie dzieci, czułeś bezsilność… błagam uproś. Janku, obiecałeś… obiecałeś…
    Rano wraz z mężem wyruszamy na wizytę. Nie potrafię już zapanować na lękiem, już nawet nie chcę tam jechać, tak się boję. W samochodzie znów różaniec, Koronka do Bożego Miłosierdzia i słowa Janie, księże Janie, Janku – obiecałeś. Co spojrzę na męża, który prowadzi samochód – widzę szczerą, pełną spokoju ale i roześmianą twarz… ks. Jana Kaczkowskiego. Myślę – zwariowałam. A On się do mnie uśmiecha cały czas. Czuję że nie jesteśmy sami.
    Lekarz robi badanie dna oka – tylko tyle z badań, ponieważ zmiana jest tak umiejscowiona, że inna aparatura jej nie „przeniknie”. Słyszę, że co prawda bez badania ale bazując na wywiadzie przeprowadzonym ze mną oraz swoim doświadczeniu lekarz stwierdza, że to nie nowotwór, że nie czerniak !Nakazuje się uspokoić, zleca jeszcze dodatkowe specjalistyczne badanie w innym mieście, ale już spokojnie, dopiero wówczas gdy oko się wygoi i szwy pooperacyjne rozpuszczą. Sam jest ciekaw co to jest, ale zapewnia, że gdyby był to czerniak, to dawałby dodatkowe objawy….
    Wiem, ktoś powie – nadal nie wiadomo co to jest, ale ja wciąż przywołuję uśmiechniętą twarz ks Jana i wierzę, że… w razie czego….
    Dodam jeszcze, że serdeczna mi osoba woziła w samochodzie książkę – Życie na pełnej petardzie, aby mi ją podarować, bo wiedziała ile w niej cennych rzeczy, które mogłyby mi dodać otuchy ( a o których zdawało się zapomniałam). Z jakowyś powodów nie przekazała mi książki przed wizytą ale cały dzień woziła ją w samochodzie ( taką ma pracę) i gdy zadzwoniłam alby powiedzieć, że to nie czerniak, znajoma powiedziała, że była tego pewna, bo… cały dzień
    „uśmiechał się „ do niej ks. Jan z okładki tej książki, którą trzymała na siedzeniu samochodu. Mówiąc mi to, nie wiedziała, że prosiłam ks. Jana o wstawiennictwo i że do mnie także się uśmiechał. Dodam tylko, że był to 24 VI – imieniny Jana.
    Cóż bym dała aby ks. Jan został ogłoszony świętym, patronem osób chorych na różnego rodzaju choroby oczu, towarzyszem w niepokoju i tym, który odprowadza w ostatnią podróż abyśmy godnie pożegnali ten świat.
    Nie wiem co jeszcze przede mną i nie wiem czy w następnej trudnej chwili będę zachowywać się godnie i z wiarą, wiem jednak, że nic się nie dzieje bez powodu. Lekcja pokory odebrana, a ile po drodze przejaśnień… a jaka radość z tego poczucia, że nie byłam tam sama, czułość nie do opisania pod adresem ks. Jana. Czułość ogromna jak stąd do nieba… Księże Janie dziękuję! Chciałabym zarazić ten świat Twoim cudownym uśmiechem.

  40. Mateusz Malik

    X. Jan był i jest najlepszą rzeczą, jaką się przytrafiła Kościołowi w Polsce w ostatnich latach. Nikt tak jak on nie potrafił postawić akcentów i oddać Bogu co boskie, a ludziom, co ludzkie.
    Spotkałem księdza, przeprowadziłem z nim autoryzowany wywiad (http://medfor.me/news/wywiady/ostatni-wywiad-z-ks-janem-kaczkowskim/), widziałem jak się leczy i odchodzi. Jego słowa (poprzez YT i książki) towarzyszą mi po dziś dzień, także w pracy onkologa.

  41. Książkę „Szału nie ma jest rak” dostałam od brata dla mojego ciężko chorego męża, chorego tak bardzo jak Ks. Jan. Mąż miał glejaka wielopostaciowego IV stopnia. Tą książką chciałam pokazać mężowi jak walczyć, jak się nie poddać, jak iść dalej mimo przeciwności losu. Mimo ogromnej chęci życia, niestety mężowi nie udało się walczyć tak długo jak walczył Ks. Jan. A kiedy było już bardzo źle ta książka pomogła mi powiedzieć ośmioletniej wówczas córce, że jej ojciec umiera i czym jest umieranie. Powiedzieć w sposób dla niej zrozumiały. W tej książce Ks. Jan pięknie opisał tą kwestię. Dziękuję Ks. Janie.

  42. Mirosława Kowalkowska

    Mój pierwszy kontakt z Ks Janem to jak zobaczyłam okładkę Agory „Szału nie ma jest rak”. Zaciekawiona przeczytałam artykuł. Potem kupiłam książkę o tym samym tytule.
    Zaraz potem puściłam w obieg i dałam ludziom do czytania.
    Dzięki lekturze tej pozycji wiedziałam jak umiera ciało i byłam gotowa gdy odchodziła moja teściowa.Bardzo mi pomogły słowa zawarte w tej książki. Dzięki temu świadomie towarzyszyliśmy mamie w drodze do życia wiecznego z moim mężem a Jej synem. Modliliśmy się na różańcu trzymając mamę za rękę zapewniając o swojej miłości do niej i o miłości Boga , który na nią czeka. Pierwszy raz towarzyszyłam osobie bliskiej przy przejściu przez tą mistyczną granicę i byłam spokojna , że wszystko co robię jest ważne i dobre.
    Miałam też okazje spotkać się osobiście ponieważ Ksiądz Jan jako ekskluzywny żebrak był u nas; w Bydgoszczy ; w naszym kościele , obecnie Bazylice mniejszej Matki Bożej Królowej Męczenników w Nowym Fordonie przy ulicy Bołtucia 5. To wówczas postanowiłam wspierać puckie hospicjum, może małą kwotą, ale za to jak Ksiądz Jan mówił systematycznie, od lat już kilku. Wówczas miałam też przyjemność rozmawiać kilka chwil o treści książki, do której dostałam autograf. W tym roku słuchałam również rozważania drogi krzyżowej. I dlatego gdy Ks Jan odchodził żegnałam go jak brata w wierze; modląc się. Mam głębokie doświadczenie modlitwy wstawienniczej i wierzę mocno, że moja modlitwa była wysłuchana i Ks Jan odchodził do końca świadomy swojego stanu; tak jak sobie tego życzył.
    Teraz dziękuję Bogu za pomysły nagrań na yutube ; słucha się wielokrotnie. Mam też książkę „Grunt pod nogami” z dodatkiem w postaci płyty DVD. Właśnie w niedzielę pierwszy raz udało mi się obejrzeć ten wywiad.
    Sama czytam świadectwa innych ludzi. Może moje skromne też pomoże komuś gdzieś w świecie.
    Mój mąż , który podobnie jak Księdza tato kościołowy nie jest zapytał po wspólnym obejrzeniu materiału z płyty czy Księdza „nie zamknęli” za słowa prawdy o polskim kościele. „Wierzący” ksiądz – mocne określenie.

  43. Pierwsze ” spotkanie”z ks Janem to internet, jakieś krótkie wywiady na you tube , pierwsza fascynacja Jego inteligencją , poczuciem humoru, wiedzą naukową i teologiczną. Potem dalsze wsłuchiwanie się w opowieści o misterium Mszy Świętej, zagłębianie się w tę niezrozumiałą dla nas tajemnicę, którą Jan próbował tak cudownie tłumaczyć. Pierwsza książka o raku, bardzo dla mnie osobista bo też przeżyłam przygodę z rakiem.Potem druga książka. Dalsze śledzenie Jego działalności, rodzi się pragnienie poznania Go osobiście. I jest wooow Msza Święta w nadzwyczajnym rycie, którą sprawował, a ja choć niewiele rozumiałam połykałam wszystko z wielką fascynacją . Po Mszy z bijącym sercem poprosiłam o autograf i mam! Co to było za przeżycie, nigdy nie zapomnę tych kilku chwil. Potem udział w jego konferencjach nawet ośmieliłam się zadawać pytania. Po przeczytaniu trzeciej książki zrodził się w moim sercu pomysł aby zebrać grupę siedmiorga znajomych, którym ks Jan również jest bliski i odmawiać za Niego tzw Margaretkę. Odmawiamy do dziś nawet po łacinie bo tak sugerował ks Jan. Na ostatnim z nim spotkaniu w Gdyni, poprosiliśmy aby pobłogosławił nas modlących się za niego. Klęcząc przed siedzącym już wtedy na wózku księdzem, otrzymaliśmy błogosławieństwo po łacinie. Ryczeliśmy wszyscy. Potem ten trudny czas kiedy odchodził… Modlitwa, Msza Święta, pogrzeb, żałoba, modlitwa… Codziennie kiedy siadam do komputera spogląda na mnie ze zdjęcia, które stoi obok. Jest w moim sercu, w modlitwie, w pamięci, w opowieściach. Otworzył mi oczy i poruszył serce. Bardzo za NIM tęsknię. Dziękuję Bogu, że postawił ks Jana na mojej drodze życia.

  44. Księdza Jana spotkałam pod krakowskim kościołem Dominikanów, kiedy podpisywał swoje książki, było to w niedługim czasie po tym jak u mojego teścia zdiagnozowano glejaka IV stopnia, czyli ten sam typ co u księdza Jana. Kupiłam „Szału nie ma, jest rak”, książkę pochłonęłam w jeden wieczór i pomimo ciężaru poruszanych tematów stanowiła dla mnie niesamowitą dawkę optymizmu, uczyła mnie spokoju i radzenia sobie w spotkaniu z cierpieniem i śmiercią. A było tych spotkań w stosunkowo krótkim czasie niemało, doświadczyłam dwóch poronień, w wypadku zginęła moja bratanica, w niespełna rok od diagnozy zmarł teść. Wszystkie te doświadczenia potwornie bolały, ale mądre rozmowy z księdzem Janem, czasami zabawne, czasami wzruszające przypominały mi tę prawdę, że przecież to wszystko minie a my odrodzimy się do życia w innym świecie, a póki co należy się delektować teraźniejszością, byciem z bliskimi, polędwicą i czerwonym winem 🙂

  45. Iwona Kobaka Brus

    Ksiądz Jan odnajdywał siłę w ludzkiej słabości, czyli w tym – z czym sobie zwykle nie radzimy i kiedy upadamy. Potwierdził to nawet własnym cierpieniem. Pan Bóg Go naznaczył, by nam coś powiedzieć. Jak wielka musiała być Jego empatia skoro dostrzegał najbardziej proizaiczne ludzkie potrzeby. Przekonywał autentycznością i poczuciem humoru, które miało podwójny sens, bo zwracał nim uwagę również tych, którzy byli niewierzący. A to już tylko o krok od tego, by Go zaczęli słuchać…I wielu zaczynało słuchać mądrości o życiu, o wierze i o Bogu. Wciągał tych, którzy nigdy nie chcieli być wciągani… uczył, bawił, fascynował… do zakochania jeden krok.. do zakochania w życiu, do zakochania w Bogu…

  46. Myślę, ze ksiądz Jan pomógł sie zmienić mojej Mamie. Mama jest wspaniałą kobietą, ale niestety nie ma cierpliwości do swoich wnuków (moich trojga dzieci), którzy nie potrafią usiedziec cicho w miejscu. Mama bardzo ostro reagowala na zachowania dzieci, nie przebierajac niestety w slowach. Dzieci nawet glosno mowily o tym, ze nie lubia babci, bo ich tak traktuje. Bylo mi przykro to słyszeć, próbowałam tez z nią o tym rozmawiać, ale na niewiele to sie zdało. Po lekturze jednej z książek ks. Jana coś sie zmieniło. Mama zaczęła częściej przytulać dzieciaki, żartować z nimi, jest trochę łagodniejsza. Nie mogę powiedzieć że zmieniła się o 180 stopni, ale idzie ku dobremu

  47. za parę dni kończę 40 lat.. Księdzu Kaczkowskiemu jestem wdzięczna za uświadomienie mi – że moja relacja z Bogiem jest .. MOJA, i nikt nie może mi powiedzieć jak ona ma wyglądać, jak ma przebiegać – czułam się … może nie gorsza.. ale taka „niewłaściwie gorliwa” w moich kontaktach z Bogiem gdy rozmawiałam z osobami będącymi we wspólnotach, co weekend jeżdżącymi na rekolekcje, spotkania modlitewne i słysząc ciągle: ‚bo wiesz musisz tak naprawdę zaufać i tak naprawdę oddać” – myślałam sobie – no kurcze ale ja TAK naprawdę! bardziej naprawdę już nie umiem… może umiem za mało… i wtedy przeczytałam, słowa księdza o tych co we wspólnotach klaszczą w łapki 😉 i przyszło olśnienie – modlisz się jak umiesz i żyjesz na tyle po bożemu jak umiesz – nie ustawaj – a będzie lepiej, bo będziesz się w tym rozwijać.
    Generalnie dziękuję tez księdzu Kaczkowskiemu za to, że będąc księdzem rozróżniał Kościół i kościół, odważnie mówił o tym co w strukturze złe i daje mi argumenty w rozmowie z tymi, którzy wszystkich do jednego worka wrzucają 😉

  48. Kupiłam wszystkie książki ks. Jana, kiedy zachorował mój Syn, na szczęście jest zdrowy, ale ja będę ks.Janowi zawsze dziękowała za słowa płynące z Jego książek, za Jego dobroć ❤️

  49. Patejczuk Lucyna

    Z uwagą pilnej uczennicy słuchałam, bądź czytałam wszystko, co ks. Jan chciał nam przekazać. Wiele treści zmieniło mój sposób pojmowania świata a przede wszystkim zrozumiałam istotę miłosiernego Boga. Wiele by o tym mówić… W moim sercu został trwały ślad. Może to mało istotne, co teraz napiszę, ale korzystam z rady księdza Jana i do każdej osoby z którą rozmawiam, zwracam się z taką uwagą, jakby była najważnejszą osobą. To była taka mała lekcja, ale jakże istotna. Bóg zapłać za całe dobro, które nam w testamencie zostawiłeś.

  50. Witam
    Osoba księdza Jana i Jego książka „Życie na pełnej petardzie” z czystym sumieniem i śmiało mogę napisać,że zmieniła moje życie. Dzięki niej uświadomiłem sobie że moje problemy nijak się mają do problemów ludzi chorych a każdy dzień staram się przeżyć z uśmiechem na twarzy i na pełnej petardzie. Zacząłem grać na gitarze, skończyłem kurs języka migowego,pojechałem na Lednicę (swoją droga gorąco polecam) -po prostu zacząłem żyć a nie wegetować.Ostatnią rzeczą jaką mogłem się podejrzewać to to, że dzięki takiej osobie,ba księdzu i takiemu świadectwo moje życie nabierze sensu.Wszystkie publikacje,książki,wywiady pozwoliły mi skonfrontować jak wyglądała moja wcześniejsza „pluszowa” wiara,a wszystkie wątpliwości zostały rozwiane.Ksiądz Jan zaszczepił we mnie chęć życia,pomocy dla drugiego człowieka (planuje zostać wolontariuszem w hospicjum) i najważniejsze przybliżył mnie do Boga, a to chyba najważniejsza misja dla kapłana.Tak więc księże Janie misja wykonana idę w świat i głoszę dobrą nowinę:)

  51. Taki przyjaciel, mimo, że Go nie ma, nigdy nie poznany osobiście to dający wsparcie… czytasz i czujesz, że mówi do Ciebie… wyjątkowy ❤

  52. Wierzący Ksiądz! Początkowo byłam lekko sceptyczna do jego „onkocelebrytości”. Nie czytałam, nie słuchałam, dystansowałam się. Potem ślad informacji, że odszedł. Sięgnęłam po książkę. I płakałam. Sporo. Żałuję, że poznałam tak późno. Piękne, dojrzałe, mówienie o życiu, odchodzeniu, a Bogu przede wszystkim. W pewnym momencie dla mnie osobiste, bo osobiście zwiałam z pracy w obszarze opieki paliatywnej, patrzenie na cierpienie i śmierć mnie straszyło. I nic nie zostało z dystansu i oceniającego patrzenia na „onkocelebrytość”. Zamiast tego wdzięczność za możliwość nakarmienia się . Pewnie Pan Bóg wiedział, co robi. A ja? Pewnie jeszcze sobie popłaczę,podumam. Szybko zgłodnieję i sięgnę po jeszcze….bo to, co po sobie zostawił, to podręczniki „jak być blisko”.

  53. Maria Jeczen

    Moj Tato rowniez odszedl na raka, 22 maja, niedlugo po ks.Janie. Podczas choroby Taty i ks.Jana bardzo utozsamialam sie z jego postacia, z tym o czym mowil, pisal, na temat kochania i bycia blisko kochanego naszego cierpiacego, ktory odchodzi.. Wazne bylo to, ze jest ktos kto mowi o tym, ze nie boi sie tych bardzo trudnych rozmow na temat choroby, umierania, umieszczajac je na powrot na wlasciwym miejscu – jako normalna, nieodlaczna czesc zycia.. Teraz kiedy Tato odszedl, potrzebuje miec ‚Grunt po nogami’ Ksiedza Jana w zasiegu reki, by przypominac sobie wciaz nieustannie o tym co najwazniejsze i co nieodzowne.

  54. Grażyna

    Księdza Jana pokochałam (nie dało się inaczej) najpierw w wirtualnej przestrzeni, później poprzez Jego książki, e-booki…Urzekł mnie sobą, swoją rodziną, krytycznym spojrzeniem na instytucję kościoła, ogromnym szacunkiem dla KAŻDEGO CZŁOWIEKA, niewybrednymi żartami, ogromną inteligencją. Ksiądz Jan pomógł mi rozwiązać wiele dylematów i odpowiedzieć na fundamentalne pytania, w Jego książkach i konferencjach, znalazłam odpowiedzi na konkretne, życiowe problemy, ciągle PODNOSIŁ NA DUCHU, nie pozwalał poddawać się, nauczył mnie, nie bać się śmierci. I dziś, kiedy go zabrakło spoglądam na Jego książki (w jednej z nich ukryłam list od ks. Jana), które są po to, żeby pokonywać wszystko to, co przynosi mój każdy kolejny dzień. Dziękuję i z radością oczekuję na kolejną z książek 🙂

  55. Ksiądz Jan był dla mnie dowodem na to, że Pan Bóg wymyka się wszelkim naszym próbom ogarnięcia Go, zdefiniowania czy zaszufladkowania. Słuchając księdza Jana czułam, że Pan Bóg jest tu i teraz, blisko nas i naszego człowieczeństwa ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Wiedziałam co czeka księdza Jana. Temat jego choroby „przerobiłam” bardzo dobrze. Wiedziałam, że odejdzie. Czułam też, że Pan wybierze czas wyjątkowy, aby go zabrać do siebie. I tak się stało. Pamiętam o księdzu każdego wieczora w modlitwie. Uśmiecham się wyobrażając sobie, jak „czaruje” tam na górze wszystkich, którzy tylko chcą go słuchać, jak cmoka objadając się pyszną kaczką:-) Myślę, że jak tylko tam się dobrze „urządzi”, będzie też zaglądał częściej do nas, na ziemię, chociażby z ciekawości jak sobie radzimy. A może już to robi?:-)

  56. To dzięki Janowi DAŁAM RADĘ…Nikt inny tak jak on potrafił wesprzeć na duchu człowieka strapionego,zrozpaczonego,załamanego i schorowanego.Był moim wsparciem,pocieszycielem,ratunkiem,uśmiechem,radością i łzą.Był wszystkim tym czego szukałam w księdzu,w wierze i kościele,Panu Bogu stokrotne Bóg zapłać,za tego skromnego a tak bogatego duchowo Jana który żył na pełnej petardzie.

  57. Dzień dobry,
    przeczytałam książki ks. Kaczkowskiego, zachęcona jego nieszablonowymi wypowiedziami na tematy „kościelne”. Zrozumiałam, że lęk towarzyszący nam podczas choroby i odchodzenia naszych bliskich wynika, w ogromnym stopniu, z lęku o siebie, o to, jak ja teraz będę żyć z tą dziurą w sercu, co dalej. Dotarło do mnie, że należy dać chorym wolność w odchodzeniu i nie przytłaczać swoją traumą. Po tym, jak to sobie uświadomiłam, poczułam ulgę.

    Za to pragnę podziękować.

  58. Ksiądz Jan … Nie wiem co napisać bo jest tego tak dużo.

    Dziękuję Mu za to że :
    był i towarzyszył nam uważnie słuchając co mamy do powiedzenia
    nie bał się powiedzieć – ” Nie wiem , Nie znam 100 % odpowiedzi na Twoje pytanie ale jestem z Tobą , tu…teraz …
    kochał nas pomimo / w naszych grzechach by motywować nas do pozytywnych zmian , by to DOBRO zawsze zwyciężało w naszym życiu
    dał odważne i nieprzemijające świadectwo siły , pokoju w sercu , miłości , radości
    Choć nigdy osobiście nie poznałem ks.Jana to on zabrał mnie na ” jedyne i wspaniałe rekolekcje duchowe ” które ciągle trwają !

  59. Miałam możliwość poznania Księdza i podziękowania za jakość jaką inspirował i do której namawiał. Pierwszy raz u Dominikanów na Freta, później w Pucku… Nie podeszłam, bo widziałam wiele innych osób dziękujących, ale bardziej potrzebujących spotkania niż ja. Dopiero za wsparcie jakie dostałam od jego osoby w kazaniach, książkach podziękowałam ostatnio- w Sopocie. Chodzi o to żeby dać w życiu radę, szczególnie komuś. Tak, jak dawał ją ks. Jan.

  60. Księdza Jana nigdy nie poznałam osobiście, oj był kiedyś tak blisko w Krakowie na Kopernika ale….. wtedy o tym nie wiedziałam, później miał być powtórnie w księgarni Matras niestety tez tym razem Jemu nie udało się dotrzeć :(, jest dla mnie wyjątkowo BLISKI zwłaszcza po śmierci „NAsi zamarli są wśród niewidzialnych, a nie wśród nieobecnych” papież JAN XXIII -Jan to rocznik 77 zawsze uważałam ze to najlepszy rocznik na świecie również mój :). Cenie Go za wszystko, za ta przejrzystość i otwartość do dialogu, jest mi jak brat którego zawsze chciałam mieć!!!! takiego brata, „adoptowałam” Go w sercu, wierze że oręduje za mną zebym się nie pogubiła na krętych ścieżakach Mego życia, ten wpis TO Z WDZIECZNOŚCI za JEGO DZIEŁO za SŁOWO KSIĄŻKI FILMY, JEGO PIĘKNE ŻYCIE, ŻYCIE NA PEŁNEJ PETARDZIE, CI KTÓRYCH KOCHAMY NIE UMIERAJA NIGDY BO MIŁOŚĆ TO NIEŚMIERTELNOŚĆ!!!!!!!!!!!!!

  61. Jola.
    Ja bardzo jestem wdzięczna za zmianę w postrzeganiu Eucharystii. Tyle lat w kościele i uświadomiłam sobie swoje braki.
    Ta świadomość jednak rozwinęła mnie, skierowała na Pismo św. na ważność przygotowania , zmieniła mnie , moje serce.

  62. Małgorzata Wojciechowska

    Spotkać człowieka który nie wstydzi się podać ręki i serca słabemu, pokiereszowanemu przez życie człowiekowi i w normalny sposób być choć przez chwilę z nim to wyróżnienie i odkrycie że wrażliwość na człowieka ma ogromny i ocalający sens.
    Kiedyś myślałam że jestem dziwna,naiwna i niezrozumiała.Ale widziałam że takie bycie z drugim w jego jakimkolwiek życiu pomaga,zadaje pytanie,angażuje drugich.
    Dziękuję że ks.JAN taki był codzienny,prosty w ogromie prostoty i wrażliwości,pokorny i że poprostu miał czas być ludzkim.
    Dziękuję że mogę się na jego determinacji i radości z drobiazgów codzienności wzorować się i nie czuję się wewnętrznie jakby nie z tego świata.
    Ks.Jan pokazał co tak naprawdę jest najistotniejsze w życiu ludzkim .
    Godność człowieka każdego człowieka i codzienna pielęgnacja jej to jest to co pokazał ks.Jan.
    Dziękuję za ludzi którzy piszą o Nim książki i zawsze odnajdują coś nowego.Ks.Jan żyje w wielu sercach.

  63. Ks.Jan urzekł mnie swą postawą wobec śmiertelnej choroby i specyficznym poczuciem humoru oraz dystansem do siebie, a także, za co go cenię, tym, że nie bał się karcić i krytykować tego, co złe w Kościele i wśród kleru, ale również osób wierzących. Jego wywiad książkowy: „Szału nie ma jest rak” i ten wydany przez WAM, pomogły mi bardziej zrozumieć katolicką bioetykę. Wiele mi dało jego wezwanie, by nie robić „katolipy”, ale byśmy jako katolicy starali się dążyć do profesjonalizmu w tym, co robimy.

  64. Nie znałam ojca Kaczkowskiego osobiście, pierwsze spotkanie przez telewizję, następne przez książki i doświadczenie, że ten ksiądz jest kimś wyjątkowym. Szukałam w telewizji w internecie wzmianek o ojcu Kaczkowskim, od mojej cioci z Władysławowa która go dobrze znała. To w jaki sposób mówił o swojej chorobie i drodze która ma do przebycia, oddanie się innym i misja którą trzeba wykonać i świadomość że chciałabym choć trochę tak umieć i tak postępować.
    Ojciec Kaczkowski zmienił mój świat, mnie zmienił, dla mnie świat jest juz inny. Dlatego płacze wciąż gdy o nim myślę, gdy modlę się za niego, kiedyś zaraz po śmierci przyśnił mnie się, dał mi do ręki św medalik Matki Boskiej i powiedział – Zaufaj tylko jej, zawierz jej.” Możecie sobie pomyśleć że jestem szurnieta, ale dla mnie , to nie był sen ale spotkanie z ojcem Kaczkowskim takie osobiste.
    I może choć trochę miałam to szczęście i zaszczyt bliskiego spotkania ojca Kaczkowskiego.
    Świat już nie będzie taki sam, dla mnie zmienił się na zawsze.

  65. Co pewien czas nasz Pan stawia nam na drodze kogoś kogo nie można nie zauważyć, kogoś kto przyciąga do siebie jak najmocniejszy magnez takim KIMŚ jest Ks. Jan. Mimo że człowiek ma tendencję do uciekania od problemów, ludzi chorych, od cierpienia to do Niego się wraca czy to w myślach czy do książki ostatnio zakupionej, a to jeszcze do wcześniejszych. Z wielką radością czekałem na to jak na deonie pojawiało się nowe nagranie. W swoich wypowiedziach, sposobie patrzenia na innych ludzi w doskonały sposób wypełniał przykazanie miłości bliźniego ucząc nas tego samego (niekiedy nie jest to łatwe).
    Czytajcie Jego wypowiedzi mają w sobie wielkie przesłanie.
    Dobry Boże dziękuję Ci za Księdza Jasia Kaczkowskiego !
    Do zobaczenia Księże Janie

  66. DZIĘKUJĘ KSIĘDZU JANOWI za wiele chwil wzruszenia, łez szczęścia, które we mnie wzbudził swoimi książkami i filmami.
    Za odwagę nazywania rzeczy po imieniu, nierzadko okupioną drogą „pod prąd”,
    Za to, że był wierzącym księdzem 😉
    Za to, że nie prowadził podwójnego życia, choć bez żenady poruszał sprawy ludzkiej intymności i seksualności,
    za ten mistycyzm głębokiej wiary z jednoczesnym umiłowaniem życia na tym ziemskim padole i zachwytem nad jego smakami i zapachami.
    Ale nade wszystko za wrażliwość na ludzkie relacje i wskazywanie, że są w życiu najważniejsze!!!
    Za świadectwo miłości na wszystkich jej płaszczyznach!
    Niech Nas strzeże z Nieba, bo jestem pewna, że zasiada w Królestwie Niebieskim 🙂

    AMEN

  67. przepiękna seria na boskatv, gdzie ks Jan opowiadał jaki smak ma życie, prostota, mądrość, życzliwość – to miał wypisane na twarzy, potem pochłonęłam „szału nie ma…” i od tej pory nic nie jest takie samo. Miałam pomysł, aby pojechać do Pucka jako wolontariusz, napisałam meila do ks. Jana, trochę nie wyszło, ale odpisał, potraktował mnie poważnie, zrozumiałam, że to co mówi i robi jest spójne, że nie ściemnia. Wielka lekcja życia i umierania. 1% podatku daję puckiemu hospicjum, i tutaj też widzę perfekcję, dostaję program na meila, żebym nie musiała się trudzić, niby nic takiego… Życzenia bożonarodzeniowe – przysłane pocztą, kartka oryginalna – nie przypadkowa. Życzenia prawdziwe, mądre. Szkoda, że nie było mi dane poznać ks Jana osobiście, ale może kiedyś… Dziękuję księże za to, że dzięki Tobie nie będę pluszowym katolikiem, z przykucem.

  68. Ks Jan był człowiekiem o bardzo dobrym sercu.Pomimo swojego cierpienia,nadal starał się pomagać wszystkim którzy tego potrzebowali .Ja w swoim życiu też ,jestem podobna do ks Jana .Staram się pomagać komu tyko mogę ,i jestem wzruszona ,jeśli otrzymam w zamian uśmiech na twarzy .Bo teraźniejszy świat obraca się wokół pieniędzy ,a powinno być inaczej .Tak jak mówił ks Jan ważna jest każda chwila ,rozmowa ,czy uśmiech drugiego człowieka.Daje to siłę do życia .Nigdy nie mogłam zrozumieć dlaczego jest tyle nienawiści wśród ludzi ,przecież gdy żyje się z uśmiechem na twarzy,wszystko wydaje się prostrze .Pomagając innym jesteśmy lepszymi ludźmi.Życie pomimo wszystko jest bardzo krótkie .W wypowiedziach ks Jana jest tyle dobroci .Pomagał innym ,więc gdy przyszło mu przeżyć ostatnie chwile swojego życia,byli przy nim najbliźsi .Jeśli wspieracie potrzebujcego człowieka ,wasza dobroć wróci do Was dwa razy większa.Ja sama się o tym przekonałam ,jestem po operacji guza przysadki mózgowej.Byłam operowana w Warszawie,zostałam tam sama gdyż do domu miałam bardzo daleko .Moje dzieci ani mąż nie mogli przyjechać,otrzymałam pomoc od obcych ludzi ,którzy mnie wspierali w tych trudnych chwilach.A ja wtedy zrozumiałam ,że pomagając innym Pan Bóg nie zostawi nas samych .I zawsze ktoś będzie naszym wsparciem .Kończąc moją długą wypowiedź chciałam podziękować naszemu księdzu że miał tak mocną wiarę w dobroć Boga i drugiego człowieka.Jestem teraz szczęśliwa .DZIĘKUJĘ

  69. margolka

    Zawsze się śmiałam, że byłam pierwszą fanką księdza Jana w moim mieście. W czasach, kiedy nie był jeszcze żadnym celebrytą, nawet onko-, jeszcze nie miał hasła w Wikipedii, i w ogóle nie opanował Internetu (wiem, bo wtedy skrupulatnie sprawdziłam). Koniec 2009 roku, krótko po moim prywatnym końcu świata – pierwszym z serii, jak się okazało. Pół roku wcześniej w pobliskim hospicjum pożegnałam przyjaciółkę, która była mi jak mama. Zupełnie nie tak miało być. Świat na krótko rozświetlił mi się feerią barw i – spłonął doszczętnie. Patrzyłam w moje oczy ukochane pełne cierpienia, mówiłam, że też nie wiem, dlaczego, ale może sens gdzieś… Tam… jest… I że na pewno zostanę. I że potem odnajdę. Słowa chyba dotrzymałam, przynajmniej co do pierwszej części.
    A potem – pustka. Klasyczne poczucie zamknięcia w szklanej kuli – świat widać, ale uczucia nie przechodzą w żadną stronę. Nic nie jest już ważne.Tamto miejsce, tamto hospicjum, było straszne, bezduszne, odzierające z godności – przynajmniej takim je zapamiętałam. Na dodatek – poza niewyobrażalną tęsknotą, targały mną wyrzuty sumienia, czy na pewno zrobiłam wszystko, co mogłam, wszystko tak, jak trzeba… Leciałam głową w dół.
    I na to wszystko pojawił się młody,kuśtykający, uśmiechnięty ksiądz z lekką wadą wymowy. Przyjechał z bożonarodzeniowymi rekolekcjami. Mówił jakimś innym, bardzo mi bliskim językiem, choć czasem widziałam konsternację na twarzach starszych państwa w ławce obok. Miałam wrażenie, że ktoś mi go z Nieba przysłał, bo mówił na jedyny interesujący mnie wówczas temat – o odchodzeniu, towarzyszeniu, o hospicjum. Zaintrygowana wytrwałam do końca rekolekcji, chodząc na jakieś mordercze dla mnie, poranne godziny. Żeby tylko słuchać. Wieczorami robiłam skróty w mailach dla cierpliwych znajomych. Pomału nabierałam przekonania, że sens jest. I że zrobiłam właśnie to, co trzeba było. I że hospicjum może być ludzkie. Wzięłam ulotkę z Pucka, mam ją do dziś. Zrobiłam pierwszy skromny przelew, w podziękowaniu za pokój, który maleńkimi kroplami wnikał w moje serce.
    Księdzu Janowi, Jego przesłaniu i Jego dziełu pozostałam wierna do dziś. Każdy następny koniec świata przechodziłam już z tamtym doświadczeniem. Człowiek, który oddał mi świat.

  70. Nigdy Cię nie poznałem osobiście, ale dzięki temu co po sobie zostawiłeś, otworzyłeś mi oczy na wiele spraw, których wcześniej nigdy nie dostrzegałem i choć mimo tego, że nie ma cię już między nami, jestem pewny że twoje życie w Jezusie Chrystusie i twoja ciężka praca pozostawiła owoc z którego będziemy czerpać jeszcze przez długi czas… Szczęść Boże ks. Janie 🙂

  71. Drogi i obecny od 2lat w moim życiu ks Janie!!! Pomagasz mi żyć,dajesz siłę,aby zmagać się z codziennością i cierpieniem.Jesteś wzorem jak zachować humor,nie narzekać,dziękować Bogu za każdy dzień.Wyrok nieuleczalnej choroby usłyszałam 4 lata temu.Doszło kilka innych.Żyję „na kredyt”.Słucham Twych rekolekcji,wracam do książek i czekam natę ostatnią.Jedteś w Niebie.Ja też tam chcę Cię spotkać.Wstawiaj się u Pana za mną.

  72. Karolina

    Ks.Jan byl bardzo inteligentny,madry a przede wszystkim zblizal po ludzku do Pana Boga.Pokazywal jak mozemy zostawic”slad”po sobie to byl jego testament dobra..Najbardziej zblizyl mi jednak tem smierci jako sytuacje ktora bedzie i ktora moze nie byc straszna awrecz piekna..Pokazal od strony fizycznej jak to wyglada i jakie towarzysza emocje bliskim i osobie ktora odchodzi..Zyjemy tu na ziemi wiec oswoilam sie z ta mysla i naprawde smierc nie budzi we mnie strachu i mam nadzieje na to ze Jezus kazdemu z nas da sile aby dzwignac t,o godnie..To jest kropla tematow jakich pojelam i zrozumialam dzieki ks.Janowi.Uwazam ze ks.Jan za swoja postawe walki,dobroci,milosci do czlowieka do kazdego czlowieka powinien zostac SWIETYM!…

  73. Książka „Grunt pod nogami” trafiła w moje ręce w momencie kiedy zaczęłam szukać drogi by powrócić do Boga. Słowa ks.Jana na nowo rozpaliły moje serce by się zanurzyć w Bożym miłosierdziu i oddać Mu na nowo swoje życie. Słowa, które tam przeczytałam były takim ziarnem, powiewem Ducha, który popchnął mnie na nowo w ramiona Jezusa. Chwala Panu w jego sposobach szukania zagubionych owiec!

  74. Był prawdziwy, szczery do bólu, bezpretensjonalny… Uwielbiamy Księdza Jana – ja i moja 14 letnia córka 🙂 Jesteśmy szczęśliwe, że żył w tych samych czasach co my. Można by o Nim pisać długo, jednak kwintesencją niech będzie zdanie; Ksiądz Jan był z całą pewnością najlepszym Księdzem wśród ludzi i najlepszym człowiekiem pośród Księży! Podniosłeś wysoko poprzeczkę Księże Janie, niech Ci to dobry Bóg wynagrodzi.

  75. Zaczęłam poznawać ks. Jana właściwie dopiero po Jego śmierci. Gdy przeczytałam Życie na pełnej petardzie, chciałam więcej. Ks. Jan ujął mnie tym, że zawsze mówił wprost, nie owijał w bawełnę. Miał racjonalne i zdrowe podejście do życia. Umiał właściwie oceniać wartość chwil i rzeczy. Pomógł mi przezwyciężyć strach. Uwolnić się od ludzkich opinii. Nie miał oporów, żeby w sutannie pójść na krwistą polędwicę i lampkę dobrego wina.
    Nauczył mnie też słuchać sumienia i być uczciwą wobec samej siebie. Bardzo Mu za to dziękuję!

  76. Agnieszka

    „(…) walczcie o siebie, nie dajcie się wdeptać kryzysom beznadziejności, chwilowej ciemności, walczcie o czyste sumienie (…)” – kapitalne słowa ks. Jana;
    użyte (jako cytat) zamiast klasycznych życzeń zdrowia, szczęścia, pomyślności, sprawiają czasem, że ludzi zaczyna coś „skrobać z tyłu głowy”.
    Tak zresztą mówił ks. Jan o tych momentach, kiedy dopuszczamy do głosu sumienie i pozwalamy działać Duchowi Świętemu; to „skrobanie” sprawia, że wiemy co powinniśmy robić, bez czekania na spektakularne objawienia. Kochani, ciemności zawsze będą tylko chwilowe, żal by było dać się im wdeptać – nie wolno!

  77. Podobnie jak dla wielu innych i dla mnie Ks. Jan był inspiracją i „dobrym duchem”. Cenię go za Jego odwagę, prawość i szczerość, za to, że nigdy się nie poddawał i uczył walczyć do końca, za to, że nigdy nie tracił nadziei… Jego książki i wywiady były dla mnie pokrzepieniem w czasie, gdy umierała na raka moja najlepsza przyjaciółka. Określenie „międzyświatowy” doskonale pasuje do Ks. Jana, który wskazywał, że życie nie kończy się tu na ziemi. Niesamowicie przemówiła do mnie Jego wypowiedź o tym, czym jest wieczność oraz wytłumaczenie w jaki sposób człowiek niewierzący w Boga może być zbawiony. Ja również mam w rodzinie takie osoby i nieraz zastanawiałam się co się z nimi stanie po śmierci. Wypowiedzi Ks. Jana dają mi wiele nadziei. Dziękuję Ci Księże Janie!