Czy ks. Kaczkowski głosił herezje?

przygotowane

 

Od czasu do czasu w sieci pojawiają się wątpliwości, czy wszystko, co głosił ks. Kaczkowski, było zgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego. Innymi słowy, niektórzy zastanawiają się, czy ks. Jan nie zmienił pewnych części Ewangelii tak, by pasowała do jego wizji świata. Mówiąc wprost, czy nie głosił herezji.

Jednym z budzących wątpliwości elementów jego przesłania stanowi przekonanie o tym, że ludzie niewierzący lub wyznawcy innych religii mogą być zbawieni, jeśli tylko są wierni swojemu sumieniu. Mówił o tym m.in w Dasz radę:

Pytanie od czytelnika DEONu: „(…) Chrystus »jest drogą, prawdą i życiem«. Ale chrześcijanie są mniejszością w całym ludzkim społeczeństwie. Czy to oznacza, że wszyscy innowiercy czy ludzie niewyznający żadnej religii żyją niezgodnie z prawdą?”

ks. Kaczkowski: Absolutnie nie. Jeżeli żyją tylko w zgodzie z własnym sumieniem, to mają mieć nadzieję, że będą zbawieni na poziomie wierności własnemu sumieniu. Także my, katolicy, kiedy się nie zgadzamy z oficjalną nauką Kościoła, ale wewnętrznie jesteśmy przekonani, że to my mamy rację, powinniśmy iść za głosem naszego sumienia, bo ono, nawet błędne niepokonalnie, obiektywnie obowiązuje.

I w innym miejscu:

Ks. Kaczkowski: Osoby, które wierzą zgodnie z własnym sumieniem i są wyznawcami innej religii – jeżeli czynią to w pełni dobrowolnie i z ogromnym przekonaniem, graniczącym z pewnością – będą zbawione na poziomie wierności własnemu sumieniu. Dokładnie tak samo będzie z osobami niewierzącymi, ale dobrymi, postępującymi zgodnie z zaleceniami Ewangelii.

Niedawno jeden z internautów po przeczytaniu Dasz radę napisał:

„Przeczytalem wywiad z ks. Kaczkowskim i wiele stwierdzen kiedza jest zgodna z nauka Kosciola Katolickiego i KKK [Katechizm Kościoła Katolickiego – przyp. red.]. Wierze, ze wyznawcy innych religii jezeli praktykuja w zgodzie z sumieniem i nauka swojej religii i nie znaja Jezusa beda zbawieni. Jednak to zostawiam Bogu gdyz On wie lepiej co w takim przpadku zrobic. Ale mam problem ze stwierdzeniem ks. Kaczkowskiego jakoby istnialo zbawienie na poziomie sumienia. Nigdy o takiej formie zbawienia nie slyszalem ani w Rzymsko-Katolickim kosciele, ktorego jestem czlonkiem ani w kosciolach zreformowanych. Niepokojace jest to w wypowiedzi ks. Kaczkowskiego , ze ludzie , ktorzy nie zgadzaja sie z niektorymi naukami Kosciola Katolickiego i wierza w sumieniu w slusznosc swojej niezgodnej interpretacji zamiast grzechu maja prawo oczekiwac na zbawienie na poziomie sumienia. Jestem ciekaw jaka jest definicja zbawienia na poziomie sumienia zdaniem ksiedza gdyz mnie nic nie przychodzi do glowy. Nigdzie w Pismie Swietym ani w dzielach napisanych przez swietych KK takiej formy zbawienia nie spotkalem. Jezus nasz Pan powiedzial jednoznacznie, ze kto nie weznie swojego krzeza i nie pojdzie za mna gdyz Ja jestem prawda, droga i zyciem nie bedzie zbawiony. Jak rowniez, kto we mnie wierzy chocby umarl zyc bedzie. Z Panem Bogiem” [zachowano pisownię oryginalną]

Poprosiliśmy o wyjaśnienie teologiczne tej kwestii o. Dariusza Piórkowskiego SJ. Poniżej publikujemy jego odpowiedź:

Przede wszystkim, wydaje mi się, że ks. Kaczkowski nie ma na myśli ludzi, którzy żyją jakkolwiek, ale tych, którzy w oparciu o osąd sumienia starają się unikać zła i czynić dobro. Nie krzywdzą bliźnich, nie oszukują, nie kłamią, okazują miłosierdzie, pomoc, życzliwość itd.

Żeby dobrze zrozumieć słowa ks. Kaczkowskiego, można się na przykład odwołać do sceny Sądu Ostatecznego (Mt 26). Pośród zbawionych są bowiem ci, którzy według wszelkich znaków nie słyszeli o Jezusie i byli zdziwieni, że okazując miłosierdzie człowiekowi okazali je Chrystusowi. Ich pytania na to wskazują: „Kiedy widzieliśmy Cię chorym, spragnionym, głodnym itd. I przyszliśmy Ci z pomocą”? Tutaj ciekawą rzeczą jest to, że gdyby to byli sami chrześcijanie, to przecież wiedzieliby, że Jezus to powiedział, że utożsamia się z potrzebującymi. Na sądzie będą ludzie z wszystkich narodów i religii, nie tylko chrześcijanie.

Bł. John Henry Newman napisał takie słowa: „Sumienie jest pierwotnym Namiestnikiem Chrystusa, jest prorokiem w swych pouczeniach, monarchą w swej stanowczości, kapłanem w swych błogosławieństwach i potępieniach. I gdyby nawet w całym Kościele mogło zginąć wieczne kapłaństwo, w sumieniu zasada kapłańska przetrwałaby i dominowała”.

Jeśli więc ktoś działa zgodnie z sumieniem, które nakazuje mu unikać zła, ale też czynić dobro i kieruje się przy tym współczuciem i miłosierdziem, będzie zbawiony. Dlaczego? Ponieważ Chrystus zbawił wszystkich i działa na różne sposoby. W widzialnych strukturach Kościoła, ale i w sumieniu. I jeśli ktoś żyje zgodnie z Ewangelią (chociaż o tym nie wie i nie czytał), to w jakiś tajemniczy sposób działa w nim Bóg.

Konstytucja dogmatyczna o Kościele Soboru Watykańskiego II stwierdza w punkcie 16, gdy mówi o powszechności zbawienia:

„Także od innych, którzy szukają nieznanego Boga po omacku i wśród cielesnych wyobrażeń, Bóg sam również nie jest daleko, skoro wszystkim daje życie, tchnienie i wszystko (por. Dz 17,25- 28), a Zbawiciel chciał, aby wszyscy ludzie byli zbawieni (por. 1 Tm 2,4). Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie. Nie odmawia też Opatrzność Boża koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie. Cokolwiek bowiem znajduje się w nich z dobra i prawdy, Kościół traktuje jako przygotowanie do Ewangelii i jako dane im przez Tego, który każdego człowieka oświeca, aby ostatecznie posiadł życie”

Jeśli więc człowiek czyni dobro, czyni je zawsze mocą Bożą, nawet jeśli o tym nie wie. Kluczowe tutaj jest wyrażenie „bez własnej winy”. Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że na Sądzie Ostatecznym „nastąpi potępienie zawinionej niewiary, która lekceważyła łaskę ofiarowaną przez Boga”. Nie mamy pełnego wglądu w serce ludzkie i nie potrafimy ocenić, na ile nieprzyjęcie łaski jest zawinione. My oceniamy po tym, co człowiek mówi i co widzimy. Czasem ktoś nie chce zostać chrześcijaninem albo nie może z różnych powodów, nie zawsze zawinionych. Mógł też zostać zraniony lub odstraszony przez postępowanie chrześcijan. Trudno go więc obwiniać o to, że ma opór w przyjęciu chrześcijaństwa. Ale wtedy jest to wyjątkowa sytuacja.

I druga rzecz istotna: „Postawa wobec bliźniego objawi przyjęcie lub odrzucenie łaski Bożej” (KKK, 678) Decydujące o zbawieniu będą nie nasze słowa i deklaracje, lecz to, czy wiara wyrażała się w czynach miłości. Jeśli ich zabraknie, to nie pomoże nawet to, że ktoś był w Kościele. Stwierdza to też Pan Jezus, że sama przynależność do Narodu Wybranego i do Kościoła nie gwarantuje jeszcze zbawienia, bo można przyjąć łaskę na próżno. O jej przyjęciu świadczy to, jakim jestem człowiekiem wobec innych.

 

 




Dodaj komentarz



Komentarze

  1. Napiszę tak.Przeczytałam pierwszą część jednym tchem,druga też,trzecia w trakcie.
    Żałuję że nie zrobiłam tego wcześniej,ale widocznie tak musiało być.Ciesze się że z ks.Janem spotkałam się,nie osobiście ale dopiero przy jego książkach.Bardzo fajny człowiek.szkoda że nie osobiście,no ale powtórzę musiało tak być:-)

  2. Napiszę tak.Przeczytałam pierwszą część jednym tchem,druga też,trzecia w trakcie.
    Żałuję że nie zrobiłam tego wcześniej,ale widocznie tak musiało być.Ciesze się że z ks.Janem spotkałam się,nie osobiście ale dopiero przy jego książkach.Bardzo fajny człowiek.